|
czwartek, 19 listopada 2009
Co może być gorszego niż siedzenie 8 godzin dziennie na tyłku w pracy?;) Tyle przecież ludzi pracuje przed komputerem całe życie i jakoś nie narzeka. A może narzeka, ale ja o tym nie wiem;) (?) Od poniedziałku pisze raporty i praktycznie nie odchodzę od komputera. Boje się nawet, że laboratorium pokryło się kurzem;) Zdecydowanie wolę pracować trochę w laboratorium i trochę przy biurku. Siedzenie cały dzień przy biurku to dla mnie za dużo. A w poniedziałek byłam na bardzo ciekawym szkoleniu. Uczyli nas jak dbać o kręgosłup i niby teraz wiem jak siedzieć przed komputerem żeby nie narażać się na ból kręgosłupa, ale wyprostowana cały dzień to ja siedzieć nie potrafię. No, ale jeszcze trochę, skończę raport i wrócę do laboratorium. Właśnie zaczynam pracować nad nowym ciekawym projektem i już nie mogę się doczekać, kiedy będę miała czas żeby się za niego zabrać. Poza tym mam jeszcze inne projekty, ale ja lubię mieć dużo pracy:) Lubię się „obijać” i nic nie robić, ale jak już jestem w pracy to lubię mieć ręce pełne roboty. Poza tym zostało mi trochę urlopu do wykorzystania i wygląda na to że do Świąt będę pracować tylko 4 dni w tygodniu :D Jak biorę wolny piątek to odliczają mi z urlopu tylko 5 godzin więc wzięłam sobie wolne wszystkie piątki do końca grudnia :) Jutro mam wolne :)
PS Dostaliśmy dzisiaj paczkę z Grecji a w niej między innymi ogromne ilości słodyczy:) Idę się obżerać:) Chyba Wam już mówiłam, że mam cudowną teściową:)
poniedziałek, 16 listopada 2009
Mieliśmy w planach wyjazd do Egiptu. Obejrzeliśmy wycieczki, hotel 5 gwiazdkowy, super wycieczka, wprawdzie 1500 funtów, ale co tam. Prawie się zdecydowaliśmy, kiedy pani nas poinformowała, że paszporty muszą być ważne minimum 6 miesięcy. Ważność mojego paszportu kończy się w przyszłym roku i tu pojawia się problem. Muszę pojechać do ambasady w Londynie i wyrobić nowy. Kupiłam nawet bilet do Londynu na przyszły tydzień, ale teraz się zastanawiam czy chce mi się tam jechać. Myślę i myślę i sama nie wiem. Czy my musimy jechać do Egiptu? Jak pomyślę o wyrabianiu paszportu i konieczności jechania dwa razy do Londynu to mi się nie chce. A może lepiej pojedziemy na wakacje gdzieś w UE gdzie dowód mi wystarczy? Zresztą i tak najbardziej cieszą mnie wyjazdy do Grecji, gdzie i tak pewnie pojedziemy w przyszłym roku. Zima idzie, bo nic mi się nie chce…
piątek, 13 listopada 2009
Prawie się udało, tzn. pojechałam do pracy samochodem, zaparkowałam na wstecznym i nawet wróciłam szczęśliwie do domu, ale nie odważyłam się pojechać sama;) Zabrałam ze sobą męża :D Czuję się dużo pewniej i bezpieczniej jak jest koło mnie kiedy kieruję. Mój mąż miał dzisiaj wolne, więc obudziłam go rano, pojechaliśmy do mojej pracy (prawie 3 km;)) przejeżdżając szczęśliwie 3 ronda, zaparkowałam na parkingu, zgodnie z planem, na wstecznym. Mąż zabrał samochód i pojechał do domu. Przyjechał po mnie o 11:45, dostał nakaz zaparkowania i pozostawienia samochodu w pozycji, w której ja go rano opuściłam;) Wsiadłam i jakoś się strasznie zestresowałam jak zobaczyłam tłumy ludzi wychodzących z pracy. Wyjeżdżam i zgasł mi samochód, a za mną kolejka samochodów… panikuję, a wtedy idzie mi jeszcze gorzej;) Wyjeżdżam z parkingu… oczywiście idzie pod górkę. Pod górkę, dosłownie i w przenośni. Start pod górkę spędza mi ciągle sen z powiek, jakoś się udaje, ale nie tak jak powinno. Samochód szarpie i jakby nie rozumiał, co ja od niego chcę. W każdym bądź razie to na tyle niepowodzeń. Reszta poszła super, nawet wielkie rondo;) Wjechałam na podwórko i oczywiście żeby było mi trudniej robotnicy rozpoczęli dzisiaj roboty drogowe przed naszym domem. Wymieniają sobie chodniki, jakby nie mogli zrobić tego kiedyś indziej;) Wróciłam do domu i się zaczęło. Przez pół godziny marudziłam jak to strasznie mi poszło na parkingu i ten start pod górkę, jak ja się strasznie boję i że nigdy mi nie wychodzi. Mąż cierpliwie wysłuchał, ale ile można?;) To, co jedziemy na zakupy? No dobra, ale JA kieruję. Udowodnię, że umiem! Nie byłam chyba w pełni świadoma tego, na co się zdecydowałam, ale mąż już siedział na miejscu pasażera. Słowo się rzekło. Wyjechałam na wstecznym z podwórka na ulicę, na której są roboty drogowe. To dopiero jest coś!;) Pojechałam do supermarketu, parking zapchany po brzegi. Znalazłam wolne miejsce, zaparkowałam na wstecznym, oczywiście słuchając wskazówek męża…, co ja bym bez niego zrobiła(?) Zrobiliśmy zakupy i wracamy przez centrum(!). Centrum i wielgachne rondo wcale mnie nie przerażało tak, jak wyjazd z parkingu .. pod górkę. Nic mnie bardziej nie stresuje. Myślę sobie dodam dużo gazu to nie zgaśnie i będzie dobrze. Zawyłam głośno, wyjechałam;) Dojechałam do domu i musiałam się przespać. Za dużo emocji na jeden dzień;) Wg mapy droga do pracy i z powrotem i jazda na zakupy to w sumie 13 km (!) Tak więc moi kochani 13km w piątek 13-go :)
Od dzisiaj ja będę kierować jak gdzieś będziemy jechać razem i jak poczuję się pewniej w samochodzie to zacznę jeździć sama. Nigdzie przecież mi się nie spieszy :)
czwartek, 12 listopada 2009
Wiem… Założę jutro czerwone majki, tak jak na maturę … i wszystko będzie dobrze :D To będzie długa (bezsenna) noc przed jutrzejszym trudnym dniem :/
środa, 11 listopada 2009
Oto jest plan: Pojechać do pracy samochodem, zaparkować na wstecznym (!), wyjechać z parkingu i bezpiecznie wrócić do domu. No i w tym momencie strasznie się zestresowałam, samym pisaniem, a co dopiero wcieleniem planu w życie;) Co najgorsze plan chcę zrealizować w ten piątek, czyli w piątek 13-go. Jest tu ktoś, kto wierzy w zabobony?;) Jeżdżenie idzie mi coraz lepiej, miałam 5 lekcji z instruktorem i dzisiaj godzinę w moim samochodzie. Poza tym pojechałam samochodem do pracy około 6-7 razy. Zawsze wcześnie rano, jak nie ma jeszcze większego ruchu i z mężem na sąsiednim siedzeniu… tak dla wsparcia. Mąż później zabierał samochód, a ja przez pierwsze pół godziny w pracy myślałam jak to dobrze mi poszło;) Raz nawet się odważyłam i kierowałam w drodze do domu, oczywiście w piątek, kiedy kończę pracę około 12 i wydaje mi się, że ruch jest troszkę mniejszy niż po godzinie 16;) Stąd też plan żeby pojechać do pracy sama samochodem w piątek. Będzie to pierwszy raz, kiedy nie będę miała koło siebie ani męża ani instruktora. Skłamię, jeśli powiem, że się boję;) Boję się i to cholernie mocno;)
sobota, 07 listopada 2009
Tyle miałam do napisania, ale jakoś zabrakło mi czasu i chęci i teraz już nawet nie pamiętam, co to takiego miałam napisać;) Siedzę dzisiaj sama w domu, pół dnia sprzątałam, drugą połowę dnia gotowałam i piekłam. Dwa chlebki nadal siedzą w piekarniku. Sernik się studzi a ja czekam na męża. Tydzień minął mi bardzo szybko, weekend też znika jakoś zbyt szybko i tak sobie myślę, że im człowiek starszy tym dni mu szybciej mijają:( Poplotkowałam sobie dzisiaj z mamą przez telefon i tak strasznie zrobiło mi się tęskno za rodzicami i Polską. Dobrze mi w UK, mam dobrą pracę, wspaniałego męża, dom, ale są dni, kiedy bardzo tęsknię za rodziną w Polsce.
wtorek, 03 listopada 2009
To był wspaniały weekend:)) Przyjechali do nas znajomi z Edynburga, żeby razem z nami świętować moje urodziny. Było super. Niestety trochę się przeziębiłam, ale czy to ważne?;)
wtorek, 27 października 2009
Kochani dzisiaj stuknęła mi trzydziestka! :) Dużo dobrego mnie spotkało w tym roku i wiele w moim życiu się zmieniło. Obroniłam doktorat, dostałam bardzo dobrą pracę, przeprowadziliśmy się do Stafford, kupiliśmy dom i samochód. Jestem bardzo szczęśliwa i zakochana. Mam najwspanialszego męża na świecie, cudownych rodziców i teściową.
poniedziałek, 26 października 2009
Pisze o jakimś tam okaleczonym palcu, a zapomniałam napisać, że w piątek byłam u fryzjera… 3 godziny (!) Zrobiłam sobie pasemka i trochę skróciłam włosy. Jestem bardzo zadowolona, ale 3 godziny u fryzjera bez obiadu to zdecydowanie za długo;) Dzisiaj wróciłam wcześniej z pracy. Wyszłam do domu już o 15:15 i wzięłam jutro wolny dzień. Mój mąż jutro też ma wolne i będziemy razem świętować moje 30-ste(!) urodziny:) Będziemy się długo wylegiwać w łóżku, cieszyć się swoją obecnością, później sobie gdzieś pojedziemy, a wieczorem pójdziemy do restauracji na kolację. W środę przychodzi do mnie koleżanka i obiecała, że ugotuje mi pyszną kolację, a w piątek przyjeżdżają nasi znajomi z Edinurgha (jupi!!!) i będziemy z nimi świętować moje urodziny aż do poniedziałku;) Już nie mogę się ich doczekać :D
niedziela, 25 października 2009
Za każdym razem jak coś kroję nożem to się “prawie” kaleczę, albo dosłownie kaleczę. W zeszłym tygodniu krojąc cebulę zacięłam się 2 razy. W piątek delikatnie drasnęłam palec środkowy. Za każdym razem pechowy jest środkowy palec. Może jest za długi?;) Wczoraj zdjęłam plaster z palca, bo już wyglądał całkiem nieźle. Chodziłam bez plastra pół dnia. Palec widocznie stęsknił się za plastrem i pozwolił się zaciąć jeszcze raz, dokładnie w to samo miejsce, co tydzień temu…. A ja chciałam sobie wczoraj ostrzałkę do noży kupić:D Auuuuććć |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Blogi znajomych:
Chętnie czytam:
Moje blogi
Moje gg: 2327161
Moje kochanie:
|